Rejs Split - Wodospady Krka - Kursy żeglarstwa, szkolenie żeglarskie, rejsy - Płock, Włocławek

Przejdź do treści
REJS SPLIT - WODOSPADY KRKA
Większość odwiedzających wodospady Krka, by dostać się na teren Parku Narodowego, korzysta z tras lądowych. My postanowiliśmy dotrzeć tam drogą wodną.
Wyruszając późnym popołudniem z Kaszteli Gomilicy skierowaliśmy się najpierw do leżącego nieopodal Splitu, by tam pośród tłumów kibicujących przy telebimach reprezentacji Chorwacji w piłce nożnej, spędzić pierwszą noc rejsu. Przy okazji zacumowania w miejskim porcie przypomnieliśmy sobie, jak wygląda postój na boi i komunikacja z lądem za pomocą pontonu. W ciągu następnych dwóch dni czekały nas długie przeloty wzdłuż dalmatyńskich wysp, bowiem ze Splitu do wąskiej cieśniny, gdzie wpływa się w malownicze kaniony będące ujściem rzeki Krky, jest około 45 mil. Po drodze zatrzymaliśmy się w pięknej, luksusowo urządzonej marinie Rogoznica, położonej w centralnej części chorwackiego wybrzeża, między Splitem a Szybenikiem.
Rejs trasą od Szybeniku do Skradiny dostarcza niebywałych wrażeń widokowych. Płynie się wąskim kanionem w scenerii stromo opadających wzniesień porośniętych śródziemnomorską roślinnością. Skaliste brzegi spięte są co jakiś czas łukami mostów. Zatrzymujemy się w przystani w miejscowości Skradin. Dalej jest już park narodowy i tylko kilkaset metrów do Skradinskiego Buku, najdłuższego i najczęściej odwiedzanego przez turystów wodospadu rzeki Krka. Dostaliśmy się tam statkiem, za którego opłata wliczona jest w cenę biletu za zwiedzanie parku. Za przykładem innych turystów w tak gorący dzień nie można było odmówić sobie kąpieli pod wodospadem. Przyjemny potem był spacer siecią ścieżek i mostów nad rozlewiskami utworzonymi przez wodospady, poznając florę i faunę rzeki. I tu ciekawostka… mało kto wie, że przy wodospadzie znajdują się pozostałości po dawnej elektrowni wodnej, drugiej na świecie, zaprojektowanej i uruchomionej przez inżyniera Nikola Teslę. Aż żal było opuszczać maleńki skradinski port, gdzie naszej wesołej ekipie, w restauracji przygrywała specjalnie cygańska orkiestra. Przed wypłynięciem w małej portowej tawernie u „Mate” popróbowaliśmy i zakupiliśmy miejscowe wino oraz zawiesiliśmy banderę Klubu HALS. W tawernie tej znajduje się bardzo wiele pamiątek turystów ją odwiedzających. Po raz pierwszy byliśmy tam w 2006 roku i mam nadzieję że dzięki tej pozostawionej banderze będziemy jeszcze nie raz.
W powrotnej drodze niezapomnianych wrażeń dostarczył postój w miejskiej przystani w Szybeniku. co prawda bez przyłącza prądu i wody, ale za to w typowo śródziemnomorskim klimacie – przeciągająca się długo w noc kolacja na pokładzie, a obok spacerujące po portowym bulwarze tłumy ludzi. Wyruszając rankiem na otwarte morze nie przewidzieliśmy, że jeszcze tu wrócimy. Na początku dnia wiatr wiejący z niekorzystnego kierunku nie pozwalał na żeglugę przybliżającą nas do mariny w Kaszteli. Później stał się jeszcze bardziej szkwalisty, niebo pokryło się chmurami, pogoda zrobiła się burzliwa. Dwie najbliższe mariny zapełnione jachtami, które tak jak my szukały schronienia, odmówiły przyjęcia nas. Nie było innej rady: z powrotem skierowaliśmy się do spokojnej zatoki otaczającej Szybenik. Ale tym razem zatrzymaliśmy się w nowej żeglarskiej marinie na południe od centrum miasta. Nazajutrz pogoda pozwoliła już na spokojny żeglugę w kierunku Splitu. W pięknej marinie, w której przycumowaliśmy na nocleg, obok nas stanęły jachty, którymi żeglowali członkowie wiedeńskiej orkiestry. Oczywiście zaraz przygotowali na nasze powitanie mini koncert.
Miłym akcentem kończącym udany rejs była kolacja w piątkowy wieczór po dotarciu do Kaszteli. U znajomego właściciela tawerny czekał na nas, zamówiony tydzień wcześniej, pieczony baranek. Palce lizać - powiadam wam.
©  2020 HALS     klub.hals@gmail.com
hals.org.pl - rejs szkoleniowy, indywidualne szkolenie żeglarskie, rejsy  żeglarskie, weekendowe rejsy żeglarskie, kurs żeglarski, weekendowy kurs  żeglarski, kurs na sternika motorowodnego i kurs motorowodny
Wróć do spisu treści